Eduscience

Eduscience

Trwa wizyta uczniów - laureatów Konkursu "Mój wymarzony Spitsbergen" w stacji polarnej Hornsund, nazywanej "Polskim domem pod biegunem". Poniżej zamieszczamy krótką relację z pierwszych dni pobytu w stacji.

Trudno tak naprawdę ustalić, który to dzień naszego pobytu na stacji dobiega końca. Od czasu, gdy przekroczyliśmy koło podbiegunowe słońce nie zachodzi za horyzont. Rytm dnia odmierzają nam posiłki. Czasem spojrzymy na zegarek, ale nie zawsze wiemy, czy aktualnie jest godzina 11.00 czy 23.00.

Każdą godzinę pobytu na Spitsbergenie staramy się wykorzystać aktywnie. Dzięki bardzo fajnej ekipie polarników udało nam się zapoznać z zadaniami, jakie są wykonywane w stacji. Mogliśmy zajrzeć do każdego laboratorium oraz wykonać proste pomiary i doświadczenia. Jednak najwięcej frajdy sprawiają nam piesze wędrówki po okolicy. Mówi się, że najlepiej chłonąć wiedzę wykorzystując maksymalnie wiele zmysłów: wzrok, słuch, węch, dotyk i smak. O tym, czym jest tundra będzie nam jeszcze długo przypominać każdy odcisk na stopach… Ale zacznijmy od początku.

Zwiedzanie wyspy rozpoczęliśmy od wyprawy do kolonii alczyków. Te niewielkie czarno-białe ptaki za środowisko lęgowe wybrały sobie skalne zbocza spitsbergeńskich gór. Gnieżdżą się tam całymi koloniami. Pożywienie zdobywają w morzu, tam też spędzają okres zimowy. Niezwykły spektakl z udziałem alczyków można obserwować, gdy młode po raz pierwszy wylatują z gniazda w stronę oceanu. Są jeszcze nieporadne i narażone na atak drapieżnych mew, które w tym czasie wyjątkowo chętnie „patrolują” tutejsze zbocza. W drodze do kolonii minęliśmy tzw. domek środowiskowy, który oprócz funkcji naukowych stanowi zabezpieczenie dla stacji na wypadek np. pożaru. Jest wyposażony w agregat prądotwórczy, żywność i środki łączności, które w sytuacji awaryjnej pozwoliłyby polarnikom wezwać pomoc oraz przetrwać nawet przez dwa tygodnie.

Drugiego dnia uczestniczyliśmy m.in. w przekazaniu obowiązków nowym meteorologom. Przez całą zimę w stacji będzie dwóch pracowników meteo, którzy pełnią dyżury 24-godzinne, wykonując pomiary i obserwacje co 3 godziny. Oprócz nowoczesnej aparatury pomiarowej naszą uwagę przykuł… kij meteo. Jest to urządzenie niezwykle proste (kij od szczotki), ale niezbędne w pracy w stacji. Od wielu lat, wzdłuż ścieżki prowadzącej do ogródka meteorologicznego zakładają swoje gniazda rybitwy. Każdą osobę, która znajdzie się w ich pobliżu zaciekle atakują dziobem. Ponieważ swój atak skupiają na najwyższym punkcie „przeciwnika” wystarczy iść z podniesionym kijem, wówczas cały atak skupia się właśnie na nim. Niestety ptaki równie często atakują swoją drugą stroną. Do usunięcia skutków takiego ataku najlepiej nadaje się pralka.

Tego dnia wieczorem mogliśmy wziąć udział w niezwykłej uroczystości – przekazania stacji nowej, XXVI wyprawie polarnej. W uroczysty sposób obowiązki kierownika stacji przejął pan Piotr Dolnicki. Ten moment był także okazją do podziękowania pani Dagmarze i panu Mikołajowi, którzy przez ostatni rok realizowali w stacji polarnej projekt EDUSCIENCE. Od tego momentu obowiązki dydaktyka przejmie pani Kasia, która od września będzie prowadziła dla szkół transmisje z Arktyki. W uroczystościach przekazania stacji tradycyjnie już oprócz wszystkich mieszkańców „polskiego domu pod biegunem” uczestniczyli także przedstawiciele statku „Horyzont II”.

Następnego dnia wybraliśmy się na lodowiec Hansa. Jest to jeden z lepiej poznanych lodowców na Spitsbergenie. Na nim skupia się bowiem zainteresowania większości glacjologów przebywających w stacji. Dzięki fotografiom sprzed 35 lat możemy powiedzieć, że czoło lodowca znacznie się cofnęło od tego czasu. Oczywiście obecnie wykonuje się bardzo precyzyjne pomiary z wykorzystaniem GPS. Miejsca pomiarów są ściśle określone, oznaczone tzw. tyczkami ablacyjnymi. Do jednej z takich tyczek udało nam się dotrzeć. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się zobaczyć, jak powstają góry lodowe. Powstają one w wyniku obrywania się fragmentów lodowca do morza. Proces ten nazywa się cieleniem lodowca i towarzyszą mu odgłosy podobne do znanych nam grzmotów podczas burzy. Fragmenty lodowca pływają następnie w zatoce, bądź są wyrzucane na brzeg. Wyłowiony lód doskonale nadaje się do chłodzenia napojów. Co ciekawe – zbadano, że lód, który obecnie odrywa się od czoła lodowca powstał w XV wieku. Kiedy więc wieczorem sączyliśmy sok z lodem nasze myśli automatycznie kierowały się w stronę np. Bitwy pod Grunwaldem.

W następnej relacji opiszemy naszą dwudniową wyprawę do „Baranówki” – stacji należącej do Uniwersytetu Wrocławskiego oraz o nocy, jaką spędziliśmy w starej  chacie traperskiej.

Z polarnymi pozdrowieniami:

Karol, Marcin, Piotr, Magda i Piotr